Przy okazji JAKBARSZCZ.PL: wyszperane oferty i ich wejście do sieci – raz jeszcze dlaczego nie
JAKBARSZCZ.PL jest stroną gromadzącą znalezione w realu atrakcyjne cenowo oferty sprzedaży. W styczniu pisałem o podobnym projekcie – Gorąca-Oferta.pl, którego celem było gromadzenie atrakcyjnych ofert znalezionych w sieci. Do sierpnia pojawiło się tam ok. 70 ofert i nic nie wskazuje na to, by strona miała odżyć. Około maja ktoś zapytał mnie, czy podobny projekt miałby szansę. Odpowiedziałem, że nie. Potem w lipcu inna osoba pokazała mi gotową stronę cenOK.pl, podobną do Gorącej-Oferty.pl, z zapytaniem, czy jest sens angażować w nią dalej czas. Odpowiedziałem, że najprawdopodobniej nie. Tyle historii najnowszej, a w tym wpisie postaram się zrewidować i uzupełnić swoje zdanie na temat tego typu serwisów.
Byłoby fajnie, gdyby się udało, ale szanse są marne
Naprawdę, fakt, że ktoś robi lub chce robić tego typu strony, świadczy o tym, że przydałyby się lub że przydałby się jakiś inny system wymiany informacji lub powiadamiania o atrakcyjnych cenowo ofertach. Zautomatyzowany system, mający poparcie dużego gracza, mógłby wypalić, a o2 za parę dni startuje z superbon.pl, mającym być katalogiem kuponów do sklepów internetowych. Niestety, z user generated contentem, o którym mowa w przypadku omawianych stron, jest ten problem, że ktoś go musi wygenerować i nie ma żadnej pewności, że to zrobi. Pisząc o Gorącej-Ofercie.pl sądziłem, ze głównym problemem strony będzie, po okresie wzrostu, najazd szeptanych marketerów. Niepotrzebnie. Żeby pojawili się szeptani marketerzy, najpierw muszą mieć do kogo szeptać. Nawet jeśli symulują rozmowy sami ze sobą, potrzebują publiczności. Oferty być może trafiałyby do kogoś, ale nie ma komu ich dodawać.
Oto dlaczego sądzę, że nie sposób wystarać się tu o użytkowników. Cztery główne powody, z których można wyprowadzić pomniejsze.
Informacja jest nieistotna
Informacja o atrakcyjnej cenowo ofercie nie jest informacją krytyczną w tym sensie, że zależy od niej nabycie lub nie danego towaru. Sam towar, przynajmniej w asortymencie, na którym skupiają się omawiane strony, także nie jest niezbędny, a w dodatku można go zastąpić innym. W efekcie sama informacja też nie jest unikalna i jest możliwa do zastąpienia inną, a jako taka nie daje dobrej motywacji, by ją powielać. Wiadomo z praktyki, że tempo rozchodzenia się informacji jest proporcjonalne do jej istotności (pomijając media masowe). Jeśli informacja ma znikomą istotność, będzie rozchodzić się w ograniczonym zakresie i szybko umierać. Jakiś czas temu głośno było o lataniu Ryanairem za parę złotych. Można założyć, że atrakcyjność tej oferty była adekwatna do siły, z jaką rozeszła się informacja o niej. Można też sobie wyobrazić, jak by to wyglądało w przypadku aparatu cyfrowego tańszego o 3%. Z powyższego wynika także, że istotna informacja znajdzie sposób na rozprzestrzenienie tak czy inaczej.
Brak gratyfikacji
Dodając informację na omawiane serwisy nie można liczyć na żadną bezpośrednią gratyfikację. Jest ona w najlepszym przypadku odsunięta w czasie i polega na tym, że ktoś kiedyś, zachęcony znalezioną przez nas ofertą, doda taką, która nas zainteresuje. Nie ma jednak na to żadnej gwarancji, w praktyce zaś taka sytuacja nie może zdarzać się często. Potrzeby konsumentów są zmienne w czasie, podobnie jak oferty sklepów i promocje. Wymagałoby to naprawdę sporej grupy użytkowników na serwisie, by oferty wyszperane przez jednych przydawały się drugim. Jeszcze gorzej jest w przypadku JAKBARSZCZ.PL, gdzie oferty są ograniczone nie tylko czasowo, ale i terytorialnie.
Konkurencja już jest – i jest mocna
Konkurencja ze strony porównywarek cen, Google, Allegro i mikroblogów jest ogromna. Porównywarki robią updejty 2 razy w tygodniu lub nawet codziennie, Google ma w indeksie wszystkie sklepy internetowe, większość sklepów handluje także na Allegro, a mikroblogi pochłaniają masę różnej aktywności, w tym także informacje o wyszperanej gdzieś taniosze. Pierwsza trójka konkurentów ma przewagę ilości, natomiast w przypadku mikroblogów dochodzi przewaga wzajemności, na którą można liczyć, zamieszczając tam atrakcyjną ofertę, bo wszak strumienie mikroblogów kierujemy do znajomych, a przynajmniej tych, którzy chcą nas obserwować.
Brak interfejsów i kanałów dostępu
Brak jest odpowiednich interfejsów. Jeśli jestem na jakichś zakupach, moja motywacja do podzielenia się atrakcyjną ofertą jest najwyższa w momencie jej odkrycia. Jeśli nie złapię zaraz za telefon, odpuszczę. Jeśli dodatkowo aplikacja mobilna nie podpowie mi adresu sklepu, w którym jestem, piętrzą się trudności. W idealnym świecie powinno wystarczyć zczytanie komórką kodu kreskowego produktu i kodu QR sklepu, a potem puszczenie tego momentalnie w sieć, najlepiej jak najtańszą. Wiadomo ile jeszcze nam brakuje do tego, by tak było.
Źródło informacji: e-mail
Tagi: polskie startupy, porównywarki, rekomendacje, social shopping, szeptany marketing, wtopy
Brak komentarzy
Kategoria:
Trackback:
