ZapytajEkspertow.pl: aby media nie pisały głupot
ZapytajEkspertow.pl jest stroną mającą umożliwić dziennikarzom i bloggerom kontakt z ekspertami z wybranych dziedzin, a wszystko szybciutko, non-profit i przez formularz kontaktowy. Ekspert rejestruje się w serwisie, szczegółowo się określając i może już oczekiwać na pytania.
Za ZapytajEkspertow.pl stoją Związek Firm Public Relations, Polskie Stowarzyszenie Public Relations, On Board PR i InternetPR. Czyli szychy. Strona jest wykonana świetnie i w pięć sekund idzie się zorientować, w czym rzecz. Brakuje tylko publicznych profili ekspertów (będą? nie będzie?).
Cele
Cytuję ze strony „O co tu chodzi?”
W pracy dziennikarza zdarza się, że do przygotowywanego artykułu potrzebuje wypowiedzi, komentarza specjalisty z danej dziedziny. Niestety – prawie nikt nie ma w notatniku kontaktów do ekspertów ze wszystkich dziedzin. Zdarzają się więc sytuacje, kiedy szybkie uzyskanie wypowiedzi profesjonalisty jest dużym problemem.
Brak kontaktu do eksperta nie wydaje mi się problemem. Jest Google, można znaleźć. Są koledzy dziennikarze i mają swoje kontakty, które mogą polecić. O wiele większym problemem jest to, na co często uwagę zwraca Marcin Jagodziński: kontencik produkuje się szybko, byle jaki, z błędami, bez sprawdzania. Każdą bzdurę można wcisnąć jako niepodważalny fakt, bo za kontentorobem stoi autorytet gazety, internetowej czy papierowej. Mało kto potrzebuje innych autorytetów. Może te poważniejsze gazety, ale te sobie jakoś kontakt znajdą. Te mniej poważne nawet nie poszukają.
To samo dotyczy blogerów, którzy są na ogół w jeszcze gorszej sytuacji. Rozchwytywani eksperci często nie są zainteresowani poświęcaniem im czasu.
A jak się ekspertom udostępni platformę, to nagle zaczną być? Myślę, że formalizować należy coś wcześniej niesformalizowanego, a nie w ogóle nie istniejącego. Bloggerzy często są specjalistami w dziedzinach, o których piszą lub przynajmniej chcą za takich uchodzić i nie widzę wśród nich jakiejś mocnej potrzeby, by dopytywać ekspertów. Zawsze mogą zapytać kolegę eksperta-bloggera albo wprost napisać, że na czymś się nie znają i liczyć, że któryś z komentatorów rozjaśni kwestię.
Mam wrażenie, że cele serwisu są trochę inne, niż te, które oficjalnie podaje, a więc po pierwsze, nie tyle ułatwić dziennikarzom kontakt z ekspertami, co w ogóle do niego przekonać, a po drugie pozwolić bloggerom trochę się sprofesjonalizować i wskoczyć na pułap zarezerwowany dla profesjonalnej prasy. Oba te cele wydają mi się szczytne, a więc licujące z etosem inicjatyw non-profit.
Eksperci
Jeśli serwis ma w ogóle wypalić, musi uzbierać się pewna ilość ekspertów, a np. mocarna Wikipedia miała z tym nie lada problem. W jej gronie znaleźć można aż sześciu profesorów, z których połowa była aktywna w ostatnim półroczu. Profesor to nie ekspert, ale daje to jakieś pojęcie o tym, że fachowców ściągnąć niełatwo.
Główna korzyścią, jaka ma przyciągać ekspertów do serwisu jest możliwość wypowiedzi w mediach, a ze strony mogą korzystać także ci, którzy potrzebują wypowiedzi eksperta w pracy studenckiej. Odnoszę wrażenie, że ten rodzaj potrzebujących zdominuje serwis, a wtedy o chwale i sławie z wymienienia nazwiska w mediach można zapomnieć.
Zastanawiam się też, czy możliwość wypowiedzi w mediach jest dostateczną gratyfikacją dla eksperta. No może jest, ale trzeba by ją inaczej opakować. Nie tyle wypowiedź w mediach, co możliwość naprostowania bzdur, które inaczej napisałby pytający. Na tym ekspertom może zależeć szczególnie.
Nietrafionym pomysłem wydaje mi się też rozsyłanie pytania do wszystkich ekspertów w danej kategorii, zamiast umożliwienia pytającemu wyboru tego, do którego chce się zwrócić. To w efekcie może dać kilka odpowiedzi i lipa – bo się wszystkich nie wykorzysta i eksperci zaczną się zniechęcać.
Ale kibicuję. Ku poprawie jakości przekazu medialnego.
Źródło informacji: startups.pl
Tagi: non-profit, polskie startupy
Komentarze (2)
Kategoria:
Trackback:

2009-04-02 o 10:20
Witam,
Po pierwsze, w imieniu wszystkich zaangażowanych w projekt bardzo dziękuję za ciepłe słowa:) Poniżej – wszystkim zainteresowanym – odpowiadam na kilka Pana wątpliwości:
>Brak kontaktu do eksperta nie wydaje mi się problemem
Niestety realia pracy wielu dziennikarzy są takie, że kontakt z ekspertem bywa kłopotem. Przykład: wydawca oczekuje od Pana, jako reportera, przygotowania na przyszły tydzień materiału na temat warszawskiej premiery “Tristana”. Koledzy w redakcji, w której stawia się na konkurencyjność, nie palą się do pomocy. Z kolei Pan nie ma w notesie nikogo, kto mógłby powiedzieć coś ciekawego na temat baletu czy teatru w ogóle. Taką samą sytuację może Pan sobie wyobrazić w odniesieniu np. do branży bankowej. Czy którykolwiek z blogerów piszących o social lending to finansista, który może odnieść się do ogólniejszych trendów rynkowych?
>Bloggerzy często są specjalistami
Owszem, ale niestety nie w każdej dziedzinie. Wierzę, że są sytuacje, kiedy fajnie byłoby zilustrować wpis np. na temat nieudanej promocji jakiegoś start-upu komentarzem kogoś z branży marketingowej:)
>zamiast umożliwienia pytającemu wyboru eksperta, do którego chce się zwrócić.
Faktycznie na razie nie przewidzieliśmy publicznych profili i kontaktu tylko z wybranym specjalistą. Taki kontakt jest możliwy dopiero po otrzymaniu odpowiedzi – wtedy profil (również z danymi kontaktowymi) jest widoczny dla pytającego. Jedyne, co jest teraz dostępne to lista nazwisk. Wyszliśmy z założenia (czy słusznie, pokaże czas), że jeśli dalibyśmy od razu bezpośredni kontakt do każdego z ekspertów, oddalilibyśmy się od celu, którym jest upowszechnianie możliwości kontaktu z mediami.
Inicjatywa ma charakter społeczny. Trudno powiedzieć, na ile okaże się trafiona, chociaż lista ekspertów rośnie niemal z godziny na godzinę. Prawdziwym sukcesem projektu będą jednak publikacje z wypowiedziami osób z ZapytajEkspertów.pl
2009-04-02 o 11:03
Aż taka ostra jest konkurencja? Myślę, że jednak niektóre redakcje działają zespołowo.
Fajnie by było. A z drugiej strony: jakże to tak, miałbym nie być najmądrzejszą osobą na moim własnym blogu?! Tu macie sporo roboty, by przełamać tendencję do mędrkowania tendencją do zasięgania języka.